Wiem, że przez to co teraz napiszę, wielu mogłoby mnie zdyskwalifikować ze „stanowiska” miłośnika fantastyki, ale przez słabo znam twórczość Janusza Zajdla. Mam świadomość, że jego twórczość to dziś klasyka polskiej fantastyki naukowej, ale tak się złożyło, że do tej pory nie miałem sposobności zapoznać się z jego twórczością bliżej. W pewien weekend kiedy przyjaciel przypomniał mi już któryś raz z rzędu o twórczości tego pana, postanowiłem to zmienić.
Sięgnąłem po Cylinder Van Troffa, nie wiedząc czego się za bardzo spodziewać i zostałem autentycznie oczarowany.
Książka jest napisana w formie pamiętnika, który został znaleziony w ruinach jednego z wielu zniszczonych miast ziemskich. Dowiadujemy , że jego autorem jest ziemski astronauta, który wraz z kilku osobową załogą, wrócił do układu słonecznego po 200 latach podróży kosmicznych.
Dzięki paradoksowi Einstenia załoga praktycznie nie postarzała się, ale w tym czasie ludzkość zdążyła zmienić się nie do poznania.
Akcja książki rozpoczyna się w podziemnym, księżycowym mieście, zamieszkanym przez resztki ludzkości. Astronauci zostają przyjęci przez społeczność podziemnego miasta w atmosferze nieufności i podejrzeń . Władze metropolii zabraniają im powrotu na ziemię, a do tego są enigmatyczne w kwestii wyjaśnień tego co się stało z ziemią. Główny bohater pomimo przeszkód zrobi wszystko by wrócić na ziemię.
Cylinder to książka, która została napisana bez zbędnego rozwlekania. W przypadku tej historii, idealnie sprawdziła się krótsza forma. Akcja jest poprowadzona gładko, bez dłużyzn. Nie ma tutaj skomplikowanego, naukowego słownictwa. Pod względem fabuły i narracji wszystko gra tutaj koncertowo.
Nieufność, mieszkańców księżycowego miasta, wobec astronautów została przedstawiona bardzo wiarygodnie i śmiało można stwierdzić, że ta część książki, która rozgrywa się w podziemiach księżyca ma bardzo gęstą, niespokojną atmosferę. Pomimo powierzchownej grzeczności władz miasta wobec przybyszów , nie sposób nie odczuć ich niepokoju i paranoi, którą od wrogości oddziela cienka linia, co bezpośrednio wiąże się z przybyciem astronautów.
W kwestii motywacji, popychającej głównego bohatera do powrotu na ziemię, zostałem bardzo miło zaskoczony. Szczerze mówiąc spodziewałem, się bardziej naukowych bądź politycznych powodów jego decyzji a dostałem coś z zupełnie innej półki. Istotną rolę odgrywa tutaj potężny wynalazek, ale nie jest on tutaj celem samym w sobie, a jedynie przystawką do głównego celu bohatera, który ma bardzo ludzki ładunek emocjonalny.
Oprócz historii astronauty, jest też tutaj jeszcze jeden wątek, który rozgrywa się w pewnym sensie jako tło przygód bohatera, by w pewnym momencie wyraźnie zaznaczać swoją autonomiczność. Tym wątkiem jest historia zniszczonej ziemi i co ważniejsze wyjaśnienie przyczyn katastrofy, do której na niej doszło. Ta płaszczyzna opowiadanej historii ma w pewnych szczegółach niedociągnięcia, jednak jako całość sprawuje się całkiem nieźle.
Cylinder Van Troffa to kawał świetnej literatury fantastycznej z wiarygodnym bohaterem i post- apokaliptyczną ziemią w rolach głównych. Styl pisania autora, jego sposób prowadzenia narracji spodobały mi się na tyle, że na pewno sięgnę po inne książki tego autora.
Ocena końcowa 8/10
