poniedziałek, 16 czerwca 2014

Cylinder van troffa- Janusz Zajdel

                        




Wiem, że przez to co teraz napiszę, wielu mogłoby mnie zdyskwalifikować ze „stanowiska” miłośnika fantastyki, ale przez słabo  znam twórczość Janusza Zajdla. Mam świadomość, że jego twórczość to dziś klasyka polskiej  fantastyki naukowej, ale tak się złożyło, że do tej pory nie miałem sposobności zapoznać się z jego twórczością bliżej. W pewien weekend  kiedy przyjaciel przypomniał mi już któryś raz z rzędu o twórczości tego pana, postanowiłem to zmienić.

Sięgnąłem po Cylinder Van Troffa, nie wiedząc czego się za bardzo spodziewać i zostałem autentycznie oczarowany.

Książka jest napisana w formie pamiętnika, który został znaleziony w ruinach jednego z wielu zniszczonych miast ziemskich. Dowiadujemy , że jego autorem jest ziemski astronauta, który wraz z kilku osobową załogą, wrócił do układu słonecznego po 200 latach podróży kosmicznych.

Dzięki paradoksowi Einstenia załoga praktycznie nie postarzała się, ale w tym czasie ludzkość zdążyła zmienić się nie do poznania.

Akcja książki rozpoczyna się w podziemnym, księżycowym mieście, zamieszkanym przez resztki ludzkości. Astronauci zostają przyjęci przez społeczność podziemnego miasta w atmosferze nieufności i podejrzeń . Władze metropolii zabraniają im powrotu na ziemię, a do tego są  enigmatyczne w kwestii wyjaśnień tego co się stało z ziemią. Główny bohater pomimo przeszkód zrobi  wszystko by wrócić na ziemię.

Cylinder to książka, która została napisana bez zbędnego rozwlekania. W przypadku tej historii, idealnie sprawdziła się krótsza forma. Akcja jest poprowadzona gładko, bez dłużyzn. Nie ma tutaj skomplikowanego, naukowego słownictwa. Pod względem fabuły i narracji wszystko gra tutaj koncertowo.

Nieufność, mieszkańców księżycowego miasta, wobec astronautów została przedstawiona bardzo wiarygodnie i śmiało można stwierdzić, że ta część książki, która rozgrywa się w podziemiach księżyca ma bardzo gęstą, niespokojną atmosferę. Pomimo powierzchownej grzeczności władz miasta wobec przybyszów , nie sposób nie odczuć ich niepokoju i paranoi, którą od wrogości oddziela cienka linia, co bezpośrednio wiąże się z przybyciem astronautów.

W kwestii motywacji, popychającej głównego bohatera do powrotu na ziemię, zostałem bardzo miło zaskoczony. Szczerze mówiąc spodziewałem, się bardziej naukowych bądź politycznych powodów jego decyzji   a dostałem coś z zupełnie innej półki. Istotną rolę odgrywa tutaj potężny wynalazek, ale nie jest on tutaj celem samym w sobie, a jedynie przystawką do głównego celu bohatera, który ma bardzo ludzki ładunek emocjonalny.

Oprócz historii astronauty, jest też tutaj jeszcze jeden wątek, który rozgrywa się w pewnym sensie jako tło przygód bohatera, by w pewnym momencie wyraźnie zaznaczać swoją autonomiczność. Tym wątkiem jest historia zniszczonej ziemi i co ważniejsze wyjaśnienie przyczyn katastrofy, do której na niej doszło. Ta płaszczyzna opowiadanej historii ma w pewnych szczegółach niedociągnięcia, jednak jako całość sprawuje się całkiem nieźle.

Cylinder Van Troffa to kawał świetnej literatury fantastycznej z wiarygodnym bohaterem i post- apokaliptyczną ziemią w rolach głównych. Styl pisania autora, jego sposób prowadzenia narracji spodobały mi się na tyle, że na pewno sięgnę po inne książki tego autora.

Ocena końcowa 8/10  

sobota, 12 kwietnia 2014

Pro [Garth Ennis/ Amanda Conner]

 


Garth Ennis to scenarzysta komiksowy, który swoim znakiem rozpoznawczym uczynił kontrowersję i wyśmiewanie wszystkiego, bez żadnych kompromisów.

Jego najbardziej znane komiksy to kwintesencja tej konwencji.

Preacher to totalna, bezkompromisowa satyra na tematy religijne, Hitman kpi bezpośrednio z uniwersum DC, osadzając w nim postać anty-herosa, płatnego zabójcy a w jednym z zeszytów Punishera autorstwa Ennisa, okrutnie upokorzony zostaje Daredevil.

The Pro nie jest wyjątkiem od przyjętej konwencji u tego twórcy.

W rolę tytułowej super-heroiny wciela się prostytutka, która wskutek pewnych wydarzeń zostaje obdarzona super- mocami- dlaczego, po co i przez kogo, nie zdradzę, by nie zepsuć spolierem lektury tym, którzy komiksu jeszcze nie znają.

Od tej chwili do akcji zostaje włączona grupa League of Honor, która jest bezlitosną parodią Justice League.

The Knight i The Squire to Batman i Robin w krzywym zwierciadle. Duet perwersyjnie przebranych herosów można śmiało uznać, za wyzywających homoseksualistów. The Saint, czyli karykatura Supermana, to kompletnie jednowymiarowy, a ty samym bezpłciowy i do ból grzeczny typ harcerzyka, a The Lady to przejaskrawiona wersja Wonder Woman przypominająca wyglądem najbardziej silikonowe „gwiazdki” XXX.

Drużyna super-herosów  w skutek nadmiernej grzeczności  jest  totalnie  oderwana od rzeczywistości- w drużynie zabronione jest przeklinanie, czy poniżanie wrogów - co w kontekście  przeróżnych grzeszków  członków  Legaue of Honor urasta wręcz do  hipokryzji najwyższego stopnia

The Pro po dołączeniu do grupki herosów, robi w jej szeregach małą rewolucję. Nie krępuje jej w żaden sposób używanie bluzgów, potrafi bardzo surowo wytknąć grupce super-bochaterów jej oderwanie od rzeczywistości, hipokryzję i totalny brak zrozumienia wobec lęków i problemów zwyczajnych ludzi.

Wyjątkowo obrzydza ją płytki sposób postrzegania rzeczywistości przez herosów, uważających samych siebie bardziej za kryształowe, pomnikowe postaci pozbawione skazy, aniżeli istoty z krwi i kości niepozbawione wad. Bohaterka nie ukrywa, że ma totalnie w nosie co wypada a co nie super-herosowi według zasad poprawności politycznej.

Komiksowi z pewnością należą się brawa, za podejście do tematyki super-hero bez nadęcia i z pewnym dystansem. W satyrach, nawet najbardziej przerysowanych można znaleźć ziarno prawdy.Jednakże komiks momentami zbyt zapędza się w samych wulgaryzmach, kontrowersyjności i przerysowaniu i jakby zapomina o istocie tematu czyli krytyce super-bohaterstwa oczyma człowieka nieoderwanego od problemów zwyczajnych ludzi.

Rozumiem doskonale, że wulgaryzmy, seks i kontrowersja to elementy składowe stylu Ennisa, ale sądzę , że komiks lepiej wyszedłby na tym, gdyby był bardziej wyważony między specyficznymi żartami a krytyką herosów od bardziej społecznej strony.

Za warstwę graficzną odpowiada Amanda Conner, której  prac, szczerze mówiąc kompletnie nie kojarzę z innych albumów. Jej kreska w The Pro jest przejrzysta, niezbyt skomplikowana i nie siląca się na artyzm. Nie znaczy to, że jest zła.
Wręcz przeciwnie.

Są albumy komiksowe, w których wysublimowana kreska nie pasuje do fabuły i po prostu z nią nie współgra. The Pro zalicza się właśnie do takich komiksów i przez pryzmat tego faktu, łatwiej docenić proste, ale nie prostackie, schludne grafiki rysowniczki.

Pod względem ilości stron komiks nie powala. To tylko 56 stron lektury.

Jako całość The Pro oceniam, jako komiks średni. Nie jest ani wybitnie dobry ani wybitnie zły.

Jak na tak krótki album, osobowość  bohaterki została całkiem nieźle i przekonywująco zarysowana , jednak jak już wcześniej wspomniałem, boli to , że komiks nie podejmuje troszkę głębszej krytyki super-bohaterów od strony społecznej.

Ocena końcowa 5/10

czwartek, 10 kwietnia 2014

Początek

  

Pierwszy wpis jest zawsze najtrudniejszy.

Człowiek zastanawia się zawsze jak sprawić, żeby był jak najlepiej dopracowany pod względem informacyjnym, a zarazem niezbyt rozwlekły.

Zacznę więc krótko i treściwie. Nazywam się Miłosz Król i będę tutaj pisał o szeroko pojmowanej kulturze.

 Zajmę się zarówno literaturą, jej młodszym bratem komiksem, a także wezmę na warsztat dziesiątą muzę i najprężniej  rozwijającą się w tym stuleciu dziedzinę kultury, jaką są gry komputerowe.

Postaram sie przybliżyć jak najwięcej ciekawych tytułów, z każdej z tych dziedzin kultury .

Co jakiś czas organizowane będą specjalne wydarzenia zatytułowane "miesiąc z ...." gdzie będę skupiał na się tematycznie na twórczości jednego pisarza/ reżysera/ scenarzysty komiksowego, bądz też konkretnej serii książek, filmów, komiksów i gier.


To tyle tytułem wstępu. Najpózniej w sobote pojawi się pierwsza recenzja.

Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru.